|
Wojciech Todur: Leczy Pani ludzi z jąkania już ponad 50 lat. Jak to się zaczęło?
Lilii Arutyunian : Z wykształcenia jestem logopedą. Jąkanie zawsze mnie interesowało. Było tajemnicze, niezrozumiałe. Wstydziłam się przed swoimi pacjentami dlatego, że nie mogłam ich wyleczyć. Zawsze myślałam, że gdzieś tam daleko, na zachodzie leczą jąkanie. Ale nie u nas, nie z Związku Radzieckim Potem spotkałam bardzo dobrego psychoterapeutę, który nauczył mnie jak leczyć jąkanie przy użyciu hipnozy. Przez wiele lat używałam tej metody. Wychodziło dobrze, ale po pewnym okresie następował nawrót. I znowu czułam wstyd, tak jak na początku. Mijały lata, a ja zmieniałam sposoby leczenia, terapii. Gdybym opisała wszystkie swoje błędy, pomysły to powstałaby gruba książka. Z czasem przychodziły do mnie co raz to nowe pomysły, a jąkanie oddawało po cichutku swoje sekrety. Bo jąkanie jest bardzo cwane, jeżeli go nie zrozumiesz to i nie wyleczysz. Na początku człowiek myśli, że to takie straszne monstrum, z którym nie można nic zrobić. Teraz jestem pewna, że jąkanie jest wyleczalne i niedługo ludzie będą znać tą chorobę tylko z opowiadań. W jaki sposób opracowała Pani swoją metodę leczenia? Metod było wiele. Powstało wiele prac naukowych, które zajmowały się tym problemem, ale jednej skutecznej metody nie było. Pomyślałam, że jąkanie to mozaika, każdy patrzy tylko na jeden element, a nie potrafi ogarnąć całości. Jąkanie ma dużo symptomów, żeby je skutecznie leczyć trzeba zrozumieć wszystkie. Poznać więzy między nimi. Jąkanie to trwały stan patologiczny, a w przyrodzie wszystko co jest trwałe zmieniać się nie chce. Kiedy to zrozumiałam, to zmieniłam swój stosunek do metody, do prognozy, do nawrotów. Nie ma co leczyć objawy, trzeba zrobić nowy stan. Też trwały, ale normalny. W czym tkwi Pani sekret? Zrozumiałam, że jąkanie mieszka w duszy. I potrzeba dużo czasu i pracy, żeby je stamtąd wygonić. Najważniejsze to chęć ukrycia defektu, niepokój podczas mowy i zacięcie na ustach. Chcesz usunąć jedno, nic z tego nie wyjdzie. Od początku trzeba pracować nad wszystkim. Trzeba wyjść z tego chorego domu i budować nowy, normalny dom, od początku. Czy ma znaczenie jakim językiem mówi jąkający? Czy trudniej wyleczyć Polaka czy może Rosjanina? Nie. W każdym języku są sylaby, a jąkający zatrzymuje się właśnie na sylabach. Różnicą może być tylko akcent. To jest bardzo interesujące. Jąkający to człowiek, który zerwał wszystkie związki z naturą. Zamiast wydychać dźwięki on je pcha. Myśli o tym co robi. Wszystko nie tak. Trzeba spokojnie, po kolei pokazać mu drogę powrotu do natury. Dlaczego ludzie zaczynają się jąkać? Tego nie da się wyjaśnić tak tu i teraz. Jest bardzo dużo przyczyn. Nie tylko stres, ale genetyka i późny rozwój mowy. Dużo, dużo, dużo przyczyn. Czy to prawda, że jeżeli człowiek nie zacznie się jąkać przed ósmym rokiem życia, to potem już mu to nie grozi? Ja przez całe życie spotkałam tylko kilka osób, które zaczęły się jąkać już w dorosłym życiu. To chyba większy dramat niż wtedy gdy się jąka od dziecka? Myślę, że tak. Leczyć można szybciej, bo w dorosłym nie ma takiego silnego przyzwyczajenia jak w dziecku. Ale jeśli szybko im nie pomożesz, to bardzo cierpią. Nie mogą pracować, tracą znajomych, życie przestaje mieć dla nich sens. Jak często spotyka pani ludzi, którzy z jąkania nie robią żadnego problemu? Jest taka grupa ludzi. Znałam jednego jąkającego, który mówił „ja nie mogę powiedzieć, ale ja wiem co chcę powiedzieć”. Jemu było wszystko jedno. Ale to nie zdarza się często. Najczęściej jąkający zostaje sam, niezrozumiany i odrzucony. Żyje w ciszy. Czy liczba jąkających wokół nas się zwiększa? Na pewno się nie zmniejsza. Życie z każdym rokiem jest trudniejsze, problemów przybywa, a z nimi w końcu przychodzi zacięcie na usta. Ale to jeszcze nie jąkanie. Choroba jest wtedy gdy zaczynamy o niej myśleć, boimy się. Najcięższe przypadki z jakimi się pani spotkała? Byli tacy ludzie, przy których traciła Pani wiarę, że można im pomóc? Nigdy nie tracę wiary. Pomagałam ludziom, którzy nie potrafili z siebie wydusić nawet jednego, prostego słowa. Kiedy ten stan mija, ludzie myślą, że to cud. A to tylko ciężka praca. W jakich momentach jąkający przeżywa największy stres? Każdy jąkający ma swoją hierarchię trudności. Jeden boi się rozmawiać przez telefon, drugi nie pójdzie do sklepu, trzeci nie potrafi rozmawiać z dziewczyną. Dlaczego tak jest, że jak jąkający śpiewa to się nie zacina. Przeklina też bardzo płynnie, gdy jest pod wpływem alkoholu też sobie radzi. Jeden po wypiciu mówi lepiej, a drugi gorzej. To zależy od tego na jakim tle powstało jąkanie. Jeżeli po alkoholu mówi płynnie, to znaczy, że przyczyną jąkania jest stres. Gdy człowiek przeklina, to często zapomina, że się jąka. I też radzi sobie bardzo dobrze. Jeszcze inaczej jest ze śpiewaniem. Tu już decyduje sama technika emisji dźwięku. Głoski są dłuższe, inaczej wydychane. Mija jednak pięć minut i wszyscy znowu zaczynają się jąkać, bo jąkanie to trwały stan. Czy łatwiej zrozumieć tą chorobę gdy jąkało się też samemu? Ja się nigdy nie jąkałam. Tak długo pracuję jednak z jąkającymi, że poznałam ich na wylot. Wiem o czym myślą, czego się boją, czasami jeszcze zanim się odezwą. Dla mnie jąkający nie jest obcą osobą, oni są mi bliżsi niż zdrowi ludzie. Pamięta Pani pierwszego pacjenta, którego „przywróciła” Pani do życia? Pamiętam wszystkich. Każdy zostaje w mojej pamięci. Mogę nie pamiętać ich imion, ale pamiętam jak się jąkali. Widzę ich gorące oczy, to dla mnie największa podzięka. Załóżmy, że ja się jąkam. Przychodzę do Pani po pomoc, od czego zaczynamy? Od dzień dobry. Chciałabym pana wysłuchać. Zaczynamy rozmowę. Prowadzę ją tak, żeby pacjent zrozumiał, że ja go czuję. Czuję jego problemy. Kiedy mi zaufa, zaczyna mówić o sobie otwarcie. A to duża sztuka, bo jąkającym czasami bardzo trudno się przełamać, zaufać drugiej osobie. Rozmawiał Wojciech Todur
|