Dziś mówię płynnie jak wszyscyKiedyś pójście do sklepu czy fryzjera było dla Agnieszki torturą. Czuła, że zaraz się zatnie i nie będzie umiała powiedzieć,czego chce Dziewczyna, która wita nas przy furtce, wygląda raczej na maturzystkę niż 27-letnią magister historii, a już wkrótce i teologii. Kiedy zaczyna mówić, trudno uwierzyć, że Agnieszka, która wybrała zawody związane z umiejętnością płynnego mówienia, była jąkałą. Siadamy w salonie przytulnego, jednorodzinnego domku w Rudzie Śląskiej, gdzie mieszka z mężem, Zbyszkiem, i jego rodzicami. Zaczyna opowiadać, jak doszło do tego "cudu". Gdy mówi, palce opartej na udzie prawej ręki poruszają się, jakby grała na pianinie. Już w podstawówce odkryła, że jest inna Pamięta, jak dokonała tego odkrycia. Była w pierwszej klasie podstawówki i zajrzała kiedyś do dziennika, na stronę, gdzie
wychowawcy wpisują uwagi na temat uczniów. Pod swoim nazwiskiem przeczytała: wada wymowy. - To mnie zaskoczyło - mówi -
nie miałam świadomości, że mówię inaczej niż reszta dzieci. Ale ta inność nie miała wtedy żadnego wpływu na moje życie.
Dopiero w VI klasie niektórzy koledzy się ze mnie śmiali albo przedrzeźniali... Jednak naprawdę kiepsko zrobiło się w
liceum: kiedy nauczyciel wyrywał mnie do tablicy, nagle wszystko układało mi się w głowie i się nie jąkałam. Ale sama nie
mogłam się zgłosić, bo wiedziałam, że się zatnę. Potrafiłam płynnie rozmawiać z dyrektorką w szkole, a nie mogłam wydusić
z siebie słowa, gdy szłam po zakupy. Bałam się zapytać nieznajomego na ulicy o godzinę... Szukałam pomocy w poradni
logopedycznej, ale przy terapeutce się nie jąkałam. Chodziła ze mną po sklepach, żeby usłyszeć, jak się jąkam. I nic!
Pomyślałam więc, że to nie wada wymowy, tylko coś z moją głową. Do połowy studiów było dobrze, potem z miesiąca na miesiąc
gorzej - ręka Agnieszki wciąż "gra" na udzie. Nie wytrzymuję. - Dlaczego to robisz? - pytam. - To część terapii -
odpowiada, patrząc na Zbyszka i oboje wybuchają śmiechem. - Dalej powinien opowiadać Zbyszek, bo w moim "cudzie" miał
duży udział. On i los. Znajomi nie chcą wierzyć, gdy opowiadamy, jak się poznaliśmy...
Historia miłosna zupełnie jak z filmu Zbyszek wracał samochodem z pracy w Niemczech, gdy zatrzymała go autostopowiczka. Ines była Łotyszką, studiowała
teologię w Krakowie i tam właśnie jechała. W trakcie rozmowy pokazała mu zdjęcia z ceremonii chrztu swojej córeczki.
I tak Zbyszek zobaczył Agnieszkę - była matką chrzestną dziewczynki, koleżanką Ines ze studiów. Przy pożegnaniu Zbyszek
już wiedział, że musi pojechać do Krakowa - oficjalnie, żeby zobaczyć Wawel, nieoficjalnie - żeby poznać Agnieszkę.
Trzeba przestać mówić, żeby nauczyć się mówić Już po zaręczynach pojechali odwiedzić w domu księży emerytów w Katowicach pewnego znajomego księdza. "Ono ci się jąko"
- powiedział do Zbyszka. "To trza leczyć. Znołech takigo, co się jąkoł i przestoł". - No i dzięki temu poznałam Dawida
Tomaszewskiego i usłyszałam o ośrodku w Mikołowie - mówi Agnieszka z uśmiechem.
Zdaniem eksperta Dawid Tomaszewski Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie "Leczenie to wyciszanie duszy" W naszym ośrodku z powodzeniem stosujemy metodę prof.Lilii Arutyunian. Zaczynamy od wyciszeni, odzyskania wewnętrznego spokoju. Jąkanie nie jest bowiem problemem logopedycznym, lecz psychologicznym. W ciągu 2 tygodni terapii pacjent przekonuje się, że nie ma trudnych głosek ani sylab. Uczy się mówić od początku, powoli, rytmicznie. Pomaga w tym powiązanie aparatu mowy z ręką. To początek. Dalej jest już samodzielna praca nad sobą. Ewa Gronowska
|