„Mowa jest złotem”
Nauczyciel podstawówki sprawił, że wzorowy uczeń,
rezolutny i wygadany w poprzedniej szkole, najpierw zaczął się jąkać, a
później prawie przestał mówić. „Dostosuję cię do mojego poziomu",
zapowiedział nauczyciel. Bezwzględnie słowa dotrzymał. Zablokowany
Było to 20 lat temu. O fobii
szkolnej, jako Jednostce chorobowej", jeszcze się nie mówiło.
„Jąkały" trafiały z reguły do logopedy. Krzyś też został skierowany na
ćwiczenia logopedyczne raz w tygodniu. Nie pomogły przezwyciężyć jąkania, bo...
Potrafił pięknie mówić, jeśli nic go nie blokowało. A w szkole blokowało go
każde wywołanie do odpowiedzi i świadomość, że... zaraz się zablokuje. Ona
była najgorsza. Nauczyciele uważali, że po
prostu nie umie lekcji... Widzieli przecież, jak na przerwach swobodnie
rozmawiał z kolegami. Bo tak było: na przerwach był rozluźniony, na lekcjach
spięty. Wracał do domu załamany, jeszcze bardziej nerwowy. Psychoza
pogłębiała się. Przez pięć lat szkoły średniej żaden z nauczycieli prawidłowo
nie rozpoznał jego przypadłości, nie dostrzegł, co mu właściwie jest, nie
potrafił podać pomocnej dłoni. To, że uczył się, pracował nad każdym tematem,
przestało się liczyć, bo przecież nie potrafił przekonać nauczycieli, że zna
materiał... Zablokował się na obronie pracy
dyplomowej (chodził do technikum elektrycznego). Oblali go. Dyplom obronił na
komisyjnym. O podejściu do matury nawet mowy nie było. Strategia milczenia
Jąkanie nie miało znaczenia dla
komisji poborowej. Podczas odbywania służby wojskowej przyjął „strategię milczenia".
Mówić jak najmniej. Żeby nikt nie zauważył. Albo żeby zauważyli jak
najpóźniej. Ożenił się. Żona za niego
wszystko załatwiała. W urzędach, w sklepach, przez telefon... Bał się odebrać
telefon, bo, powiedzmy, zablokuje się i co sobie pomyśli rozmówca? Ze sklepu
przynosił dwie bułki, zamiast, na przykład, trzech, bo potrafił w danym
momencie powiedzieć słowo „dwa", a „trzy" nie chciało przejść przez
gardło. - Czasem budziłem się rano i
czułem, że dzień pójdzie dobrze. Będę mógł wszystko powiedzieć. Ale częściej
czułem się źle i już wiedziałem, że lepiej w ogóle nie próbować - wspomina
Krzysztof. Jest z natury otwarty, lubi
kontakt z ludźmi, dyskusje, wymianę myśli. A zaczął się bać ludzi i
rozpoczęcia rozmowy. Pasjonuje go fotografia, wykonuje portrety, robi zdjęcia
na uroczystościach rodzinnych. Doszło do tego, że modlił się, by nikt go nie
zapytał, jak się nazywa, bo nie potrafiłby wymówić swojego imienia i
nazwiska... Sama myśl, że musiałby coś powiedzieć, go porażała. Stracił
okazję na lepszą pracę. Pracodawca powiedział mu otwarcie, że nie chce go, bo
się jąka. Cała rodzina starała się mu
pomóc, szukała skutecznej terapii. Ale jego stan pogarszał się. Popadł w
rezygnację, był przekonany, że nie ma dla niego pomocy i tak już będzie
zawsze... Mowa od nowa
Wiosną ktoś z rodziny natrafił
na artykuł w prasie o ośrodku leczenia jąkania w Mikołowie koło Katowic. 1
czerwca pojechał i rozpoczął terapię. Na własny koszt. Narodowy Fundusz
Zdrowia takich usług nie kontraktuje dla ubezpieczonych. W grupie terapeutycznej
są ludzie w różnym wieku, dzieci i dorośli. Dziesięć dni mieli zakaz
mówienia. Porozumiewali się, pisząc na kartkach. Każdy miał za zadanie
„zapomnieć" swoją ułomną mowę, by zacząć uczyć się mówić od początku.
Najpierw prawidłowego oddechu. Potem dźwięków, zgłoska po zgłosce. Ze zgłosek
składali wyrazy, a z wyrazów zdania. I wreszcie mogli zacząć mówić w
najwolniejszym tempie. Wyszli z ośrodka na ulice, do
sklepów. Mówili! Ludzie byli zdziwieni tym, że mówią tak wolno. Ale rozumieli
ich! Najbardziej zdziwionym tłumaczyli, że są w trakcie leczenia. Krzysztof pomyślnie zaliczył
pierwszy etap terapii Specjaliści z ośrodka „ustawili" mu szybsze tempo
mowy. Wrócił do domu z zaleceniem, by rozmawiać jak najwięcej, najlepiej z
obcymi ludźmi, Co jakiś czas dzwoni do ośrodka. Terapeuta przez telefon
sprawdza postęp w nauce, reguluje tempo mowy, udziela wskazówek. 15 sierpnia
jedzie do Mikołowa, by przejść na następny etap, nauczyć się jeszcze
szybszego tempa... Chce pomóc innym
Krzysztof opowiada o tym wszystkim
powoli, lecz wyraźnie. Spokojnym, niskim głosem. Innym, niż przed podjęciem
leczenia. Wybija rytm dłonią. To pomaga kontrolować właściwe tempo mowy. Żeby
nie było ani za wolne, ani za szybkie. Od chwili rozpoczęcia terapii
nie zająknął się ani razu! Czuje się jak nowo narodzony. Już nie boi się
kontaktu z ludźmi. Może wszędzie pójść, z każdym porozmawiać. Nareszcie czuje
przyjemność z mówienia. Po raz pierwszy od 20 lat. Koszmar mija, może wyrazić
w mowie wszystkie swoje myśli. Na pierwszym etapie, w ramach
zadań terapeutycznych, wygłosił dwa wykłady w łomżyńskim Studium Medycznym.
Mówi! W najwolniejszym tempie o sobie, o terapii, o planach na przyszłość O
swojej pasji do fotografii. W drugim etapie poszedł do ratusza, żeby
opowiedzieć o sobie prezydentowi Łomży. Do prezydenta nie został dopuszczony,
wysłuchał go zastępca. Przyszedł do „Kontaktów".
Wolno, wybijając rytm powiedział, że chciałby, w ramach terapii,
porozmawiać... Czuje, że może pomóc innym,
którzy cierpią z takiego samego powodu. Odnawia kontakty z towarzyszami
niedoli, poznanymi w, czasach, gdy mowa była dla nich wszystkich wspólnym
koszmarem. Opowiada o ośrodku w Mikołowie, o terapii, o tym, że mogą zacząć
normalnie żyć, jeśli wykażą silną wolę i zaczną uczyć się mówić od nowa.
Poradzi każdemu, kto się do niego zwróci Pokaże na własnym przykładzie, że
warto podjąć taki trud. MARIA KACZYŃSKA KONTAKTY |