Grudzień 2008 Gazeta Wyborcza
W sklepie sprzedawała śliczna wysoka blondynka. Ale to inni z nią dowcipkowali. Ja tylko mogłem patrzeć i słuchać.
Potężnie zbudowany, góruje nad przechodniami w częstochowskich Alejach Najświętszej Maryi Panny. Zatrzymuje się, rozgląda uważnie. Nagle:Aaaaaaaaaaaaaaa! -krzyczy na całe gardło. Ludzie zatrzymują się i patrzą jak na wariata. Znowu - Aaaaaaaaaaaaa! – nie speszony krzyczy drugi raz, jeszcze głośniej. Po chwili z błyskiem zadowolenia w oku i kamienną twarzą Jacek Mądrzyk odchodzi.
Pierwszy raz zrobił "Indianina" w Alejach po cichutku, gdy wokół prawie nie było ludzi. Ale do dziś pamięta, że i tak mało nie zemdlał.
"Indianin" wykrzyczany na ruchliwej ulicy był jednym z pierwszych zadań, które dostał w Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie koło Katowic.
Unikam dystrybutora numer pięć
Jacek: - Każdy z nas jest inny. Jedni zacinają się na samogłoskach, inni na spółgłoskach. Dla mnie nie do przejścia były słowa zaczynające się na "p", "k" i "cz", na "g" też nie mogły się zaczynać. Od razu w głowie uruchamiał mi się słownik synonimów. Czasami jednak słów na "p" czy "k" nie dało się zastąpić.
"Poproszę kilo czereśni", "Kilo kiełbasy grillowej proszę". Nawet proste zakupy to był koszmar. Omijałem, jak mogłem, małe sklepy, kupowałem tylko w samoobsługowych.
Kiedyś koleżanka poprosiła, żebym poszedł do apteki. -Nie ma sprawy, przecież wystarczy podać receptę - uznałem. Ale ona chciała, żebym dokupił jakąś witaminę. Udało się, ale wróciłem mokry ze strachu i wysiłku.
A jak kolega chciał, żebym mu kupił Caro, przyniosłem Sobieskie -z "s" jakoś miałem mniej kłopotów. Na stacji benzynowej nigdy nie podjeżdżałem do dystrybutora numer pięć, bo w kasie nie byłbym wstanie powiedzieć, z którego tankowałem.
Częstochowski pub. Jacek podchodzi do barmanki i zamawia dwie herbaty. Z wszelkimi szykanami, czyli "dzień dobry" i uprzejmym "proszę", którego jeszcze niedawno bał się jak śmierci. Mówi wolno, sylabizuje każde słowo. Tak go nauczyli w mikołowskim Centrum.
Lewą dłonią na lewym udzie wybija tempo kolejnych sylab i akcenty w zdaniu, na które się te sylaby składają: dwie-her-ba-ty-pro-szę.
Im terapia bardziej zaawansowana, tym szybciej może mówić.
Jacek stosuje tempo z początku leczenia, czyli z sierpnia. Cały czas patrzy na barmankę.
-Jest OK - ocenia. - Uśmiecha się.
Ale nie wszyscy się uśmiechają. Wujek mu powiedział, że dał sobie wyprać mózg w tym Mikołowie. Jakaś kobieta, którą zagadnął na ulicy, zaczęła go żałować, że taki młody, a po wylewie.
Za to w jednym z marketów, do którego często jeździ na zakupy, kasjerki -wyznał im, skąd taka wolna mowa u niego - chwalą go przy każdym spotkaniu: -O, już pan mówi szybciej, panie Jacku!
Jak tu zacząć od "przepraszam"?
Jacek: - Zaczęło się chyba w szkole, gdy nauczyciel wzywał mnie do tablicy. Bałem się, że nauczycielka zacznie mi pomagać i kończyć za mnie słowa, na których się zacinam.
Po śmierci mamy, dziesięć lat temu, zrobiło się nie do wytrzymania. Im bardziej się jąkałem, tym bardziej próbowałem to ukryć. Chciałem zniknąć. Ale ile możesz udawać, że cię nie ma, jeśli masz dwa metry wzrostu?
Kiedy tata był na operacji w Bytomiu, pojechałem do niego i długo błądziłem po mieście, zanim znalazłem szpital, a potem oddział i numer sali. Nie mogłem zapytać o drogę, bo musiałbym zacząć albo od "przepraszam", albo od "którędy".
Żeby jakoś przeżyć, w nieznane miejsca zabierałem ze sobą siostrę bliźniaczkę, która mówi jak profesor Bartoszewski -w tempie karabinu maszynowego.
Teraz bez przerwy sam zagaduję ludzi. To część terapii. Zapytać o drogę, choć się ją zna, spytać o godzinę, chociaż nosi się zegarek.
Pracowałem jako tokarz, ale były zwolnienia. Szukałem pracy od siedmiu lat. Im bardziej mi zależało, żeby dobrze wypaść w rozmowie z pracodawcą, tym gorzej wychodziło. Zawsze to samo: dla niepełnosprawnych nic nie mamy.
Lekarka w przychodni, do której poszedłem po zaświadczenie, że mogę robić zawodowe prawo jazdy, wypytywała, dlaczego tak wolno mówię. To powiedziałem: - Leczę się z jąkania. A ona: -Niepełnosprawny nie może jeździć autobusem. Chociaż mam dobry wzrok, słuch i refleks.
To było chyba najgorsze, co mnie spotkało. Przecież kierowca to nie spiker radiowy.
Ale się uparłem, znalazłem innego lekarza i poszedłem na kurs dla kierowców autobusów.
W Centrum w Mikołowie Jackowi raz w miesiącu wyznaczają rozmówców, z którymi ma zrobić wywiad. Prezydent miasta, dziennikarz, aktor, naukowiec, ktoś, kto wykonuje nietypowy zawód.
On sam wybiera temat rozmowy, decyduje, czy będzie krótka, czy długa. Najważniejsze, żeby do rozmowy doszło. Kiedyś byłoby to dla niego nie do pomyślenia: pójść do magistratu, dotrzeć do prezydenckiej sekretarki, przekonać, żeby prezydent znalazł czas. Potem wymyślić temat rozmowy i jeszcze ją przeprowadzić.
Jacek pamięta każdą chwilę w ratuszu. Cudem nie dostał zawału, tak mu waliło serce: uda się czy nie, zatnę się czy nie.
- Widziałem, że jest zdenerwowany, ale że tak bardzo - nie zdawałem sobie sprawy - opowiada Zdzisław Ludwin, wiceprezydent Częstochowy.
W teatrze nie było lepiej.
- Nie wiem, dla kogo rozmowa była większym przeżyciem. Podejrzewam, że dla mnie. Nie miałam pojęcia, jak to jest, kiedy się człowiek jąka. Może kiedyś na ulicy ktoś taki jak pan Jacek próbował mnie o coś zapytać, a ja nie miałam czasu poczekać, aż się wysłowi. Aż mi się głupio zrobiło w imieniu nie jąkających się - mówi Czesława Monczka, częstochowska aktorka.
"K" już dawno pokonałem
Jacek: - Parę rzeczy mnie w życiu ominęło przez to moje jąkanie. Marzyły mi się studia, ale nawet nie zacząłem ich załatwiać, bo się bałem wizyt w rektoracie i dziekanacie. Jeszcze bardziej niż rektoratu bałem się ładnych dziewczyn. No bo jak taką zagadnąć, zaprosić do kina? A jakbym jakąś pokochał, to jak jej to powiedzieć?
W sklepie koło mojej dawnej firmy sprzedawała śliczna wysoka blondynka uczesana w koński ogon. Ale to inni z nią dowcipkowali. Ja tylko mogłem patrzeć i słuchać.
Na razie Jacek Mądrzyk plany dopasowuje do etapów terapii. Powinien ją skończyć koło czerwca. Przed nim kilka prób:
- przeprowadzić lekcję w szkole - a wiadomo, dzieciaki są wredne i mogą się śmiać,
- przygotować i wygłosić odczyt w domu opieki społecznej,
- odpowiadać na każde ogłoszenie o pracę. Na razie czeka na reakcję zakładu energetycznego poszukującego inkasentów,
- w lutym zdać egzamin na prawo jazdy dla kierowców autobusów i spróbować w MPK.
A potem ostatnie zadanie i wielki finał. Ma czytać Pismo Święte na mszy w kościele pełnym ludzi. Pomoc obiecała aktorka Czesława Monczka. Razem opracują tekst czytania mszalnego -gdzie postawić przecinek, gdzie kropkę, gdzie złapać oddech.
Już załatwia z paulinami, by tę próbę przejść na Jasnej Górze przed obrazem Matki Boskiej.
Teraz nawet z Listem do Koryntian nie powinno być kłopotu, bo "k" już dawno pokonał.
Dla Gazety Henryk Czich, wokalista Universe, współzałożyciel mikołowskiego Centrum Terapii Jąkania
Jeśli jąkanie utrudnia komunikację z otoczeniem, lekarz może uznać to za niepełnosprawność. Tylko kiedy osoba jąkająca się, ze wszystkimi swoimi kompleksami i zahamowaniami, dostanie do ręki legitymację niepełnosprawnego, to już kompletnie się załamie. Ja bym się załamał, a wiem, o czym mówię, bo jąkałem się 37 lat i 37 lat próbowałem ukryć to przed obcymi. Własny ślub tak zorganizowałem, żeby w kościele byli sami znajomi: "swój" ksiądz, "swoi" ministranci.
A i tak bałem się, czy zdołam z siebie wydusić: "Ja, Henryk, biorę ciebie, Ireno, za żonę".
Źródło: Gazeta Wyborcza
Jąkanie :
Terapia jąkania :
Leczenie jąkania :
Jąkanie śląsk :
Neta.pl