|
PROGRAM TRWAŁEJ
NORMALIZACJI MOWY JĄKAJĄCYCH SIĘ
L. Z. ARIUTIUNIAN
SZANOWNI PAŃSTWO!
Opowiem Państwu o opracowanym przeze mnie programie trwałej
normalizacji mowy jąkających się. Droga do jego wydania była długa i
nie była prosta. Zajęła mi ona ponad 40 lat pracy badawczej i
praktyki. Były to lata ciągłych poszukiwań, popełnianych błędów,
nowych pomysłów. Jednakże teraz jestem szczęśliwa, bo mogę
powiedzieć, że wiem jak leczyć jąkanie.
Opracowany program pozwala leczyć czynnościowe zaburzenia jąkania
oraz jąkanie pochodzenia organicznego. Metodyka opracowana jest dla
dorosłych, młodzieży oraz dzieci w wieku przedszkolnym. Leczenie
prowadzi się w grupie składającej się z 3-5 osób. Intensywny kurs
trwa 12 dni (5-6 godzin dziennie). Następnie przez siedem miesięcy
spotykamy się z pacjentami raz w miesiącu. Spotkania trwają 2-3 dni.
Dobieramy pacjentów do grupy nie kierując się różnicą, typem i
nasileniem jąkania. Z doświadczenia wynika, ze w ramach metodyki dla
pacjentów z różnymi wyjściowymi charakterystykami może być
wykorzystane jednakowe podejście z uwzględnieniem indywidualnych
cech każdego z nich.
Wyniki uzyskane po intensywnym kursie leczenia stanowią około 100%
wyleczonych, natomiast wyniki badań przeprowadzonych po upływie roku
wykazały, że wyleczonych było nie mniej niż 70%. Przy czym przypadki
niepełnego wyleczenia - co może mieć miejsce, nie zależą od typu i
stopnia zaawansowania jąkania, a związane są z indywidualnymi
cechami pacjenta oraz zależą od stopnia jego zaangażowania. Ocena
rezultatów leczenia jąkania nie jest zadaniem prostym, ponieważ
objawy jąkania są często ukryte i trudno jest je zauważyć i ocenić.
Jąkanie przebiega wyjątkowo niestabilnie. Wystarczająco płynna mowa
jąkających w jednej sytuacji może nagle zmienić się, jeżeli jąkający
znajdzie się w innej sytuacji. I dlatego, rozmowa w gabinecie
logopedycznym, rozmowa przez telefon i dzienniki pisane przez
pacjentów - nie dają obiektywnej oceny wyników leczenia. W przeciągu
wieloletniej praktyki przy ocenie rezultatów leczenia uznaliśmy za
istotne wprowadzenie dzienników pacjentów. Dokumentację pacjentów
wzbogaciliśmy o również o charakterystyki problemów, dostarczanych
nam przez rodziców i nauczycieli.
W czasie ostatnich dwóch lat, prowadzimy systematyczną i
wielostronną dokumentację wyników w okresie całego kursu leczenia.
To umożliwiło nie tylko uwiarygodnienie wyników, ale i uniknięcie
wielu błędów w czasie terapii, zauważalnie podniosło efektywność i
skróciło czas leczenia. Ważne jest również, że dokumentowanie
wyników pozwala na przejście do następnego etapu terapii tylko
wtedy, kiedy cel poprzedniego został osiągnięty.
Doszliśmy do wniosku, że wskazane jest oceniać mowę pacjentów
według następujących parametrów:
ˇ płynność mowy, którą określa się ilością zająknięć,
ˇ stan wewnętrznego spokoju w czasie mowy,
ˇ pewność siebie w czasie mowy,
ˇ brak natrętnych myśli i sposobów, które pozwalają ukryć wadę,
ˇ wyrazistość mowy,
ˇ umiejętność utrzymania kontaktu wzrokowego ze słuchaczem,
ˇ umiejętność wypowiadania się zdaniami rozwiniętymi,
ˇ umiejętność - otwarcie, spokojnie, z godnością poinformowanie o
fakcie uczestniczenia w terapii jąkania
Do oceny mowy pacjentów wykorzystuje się dziennik, ustne i pisemne
informacje rodziców, rodziny, nauczycieli i kolegów.
W czasie intensywnej terapii pacjenci prowadzą codzienne
zapiski, obrazujące ich odczucia związane z terapią.
Do oceny mowy pacjentów z postronnymi słuchaczami wykorzystuje się
specjalnie opracowane kwestionariusze, które pozwalają ocenić
zarówno mowę w emocjonalnie różnych, ale ważnych dla pacjenta
sytuacjach, jak i stopień komunikacyjnej aktywności pacjentów.
W czasie całego kursu, między kolejnymi spotkaniami pacjenci
wykonują samodzielnie zaleconą pracę oraz zdają szczegółowe relacje
o jej efektach.
Dla nas ważne jest, żeby zrozumieć, kiedy jąkający przestał się
jąkać. Jestem przekonana, że mowa została znormalizowana na stałe,
kiedy pacjent w ciągu roku od początku terapii nie odczuwa ciężaru
przy wymowie wyrazu, nie odczuwa logofobii, a jego mowa jest
związana ze spokojem i jeżeli w czasie mowy nie ma natrętnych myśli.
W żaden sposób nie ukrywa jąkania i mówi bez kontrolowania się.
Kiedy on osiąga takie rezultaty my obserwujemy pacjentów jeszcze
rok. W ciągu którego co miesiąc oni zdają egzaminy mowy przed
audytorium bezstronnych słuchaczy (nie mniej niż 20 osób). W związku
z tym zdawanie egzaminów jest konieczne, gdyż u jąkających w sposób
szczególny rozwinięta jest "czarna wyobraźnia". Z zasady
wyolbrzymiają oni wszystkie problemy związane z mową. Nawet
najmniejsze niepowodzenia stają się katastrofą.
Po co potrzebne są egzaminy mowy?
W ciągu roku w czasie terapii, jąkający mówi dobrze, ale u
niektórych przed końcem terapii, kiedy przychodzi świadomość, że
trzeba rozstać się z logopedą, mogą nasuwać się różne myśli poza
aktem mowy.
Np. "ON" ogląda telewizję, słucha cudzej mowy i nagle myśli -
"wcześniej ja bałem się tego słowa, niedługo terapia skończy się i
może ja znowu zacznę bać się". I dlatego po skończeniu terapii
pacjenci zdają egzaminy przez cały rok, nie spotykając się z
logopedą i nie pracując nad mową, żeby mogli utwierdzić się w
możliwości normalnego mówienia.
Teraz chciałabym krótko zatrzymać się na niektórych pytaniach
dotyczących patogenezy jąkania, które to określiły moje podejście do
jego leczenia i chociaż w większości będę opierać się na już znanych
teoriach naukowych, to uważam za konieczne przekazać swój osobisty
pogląd na te problemy, aby stały się zrozumiałymi. Zgodnie z
licznymi danymi i opierając się na własnych badaniach myślę, że
przyczyną powstania zacięć w jąkaniu jest zakłócenie samoregulowania
mowy oraz zakłócenie wewnętrznej synchronizacji naturalnego cyklu
mowy. Może być ono spowodowane zniekształceniami w przekazie lub
nadawaniu sygnałów w kanale słuchowym w sprzężeniu zwrotnym.
Prawidłowość tej hipotezy potwierdza ten fakt, że wprowadzenie
zewnętrznej synchronizacji np. wprowadzenie metronomu, chóralna
mowa, mowa z logopedą, usuwa zacięcia.
Wiadomym jest, że na początku zacięcia mogą powstać zarówno na
podłożu stresu, jak i bez wpływu stresu. I można powiedzieć, że wady
zapisują się w długotrwałą pamięć w zależności od tego, na jakim tle
powstało jąkanie.
W tym przypadku, kiedy jąkanie nie powstaje na tle stresu, w
długotrwałą pamięć zapisują się same zacięcia. Takie jąkanie rozwija
się przeważnie na tle opóźnionego rozwoju mowy. Dalszy rozwój
jąkania niewiele zależy od sytuacji, w których dokonywany jest akt
komunikacji w kontaktach osobistych, a zacięcia mogą ujawnić się
poza aktem komunikacyjnym także w czasie mówienia w samotności. We
wszystkich innych wypadkach w długotrwałą pamięć zapisuje się
zająknięcie powstające na tle stresu. Jeżeli stan stresu powstaje w
procesie komunikacji po raz drugi, to narusza wewnętrzną
synchronizację naturalnego cyklu mówienia i jako następstwo
doprowadza do nowych trudności w mówieniu... Jeżeli jąkanie zostało
zapisane w długotrwałą pamięć na tle stresu, to można wydobyć go z
tej pamięci na tym samym tle.
Kiedy jąkający uświadomi sobie, że się jąka, źródłem negatywnych
emocji jest sam akt mowy. Już myślenie o nim zmienia funkcjonowanie
mózgu, a razem z nim i samą mowę. Z czasem każdy jąkający ma swoją
hierarchię komunikacyjnych trudności, którą ustala sam. Takie
podejście pozwala zrozumieć wiele paradoksalnych cech jąkania,
pozbawia go aureoli zagadkowej choroby. W związku z tym wielu
nauczycieli nie potrafi zrozumieć osób, które płynnie mówią na
przerwie, kiedy nie ma stresu, natomiast na lekcji nie mogą
powiedzieć ani słowa. Nauczyciel może pomyśleć, że uczeń symuluje.
Jąkanie można porównywać do kameleona, który może zmieniać się co
minutę w zależności od środowiska, w jakim się znajduje i dlatego
logopeda, który obserwuje swoje dzieci tylko w gabinecie, może być
zadowolony ze swoich wyników pracy, ale nie zawsze może sobie
wyobrazić, że jego dobry uczeń, nagle w ciągu minuty od nowa staje
się ciężko jąkającym.
Poza tym, jak wyjaśnimy centralny mechanizm pojawienia się nowych
zacięć od momentu uznania wady, jąkanie ma własną drogę życia.
Stopniowo narastają neurotyczne kompleksy, które z kolei obciążają
zakłócenia mowy, tworząc patologiczny zamknięty krąg. Przy tym
jąkanie przywłaszcza sobie rząd funkcjonalnych systemów organizmu i
gruntownie zniekształca się ich praca. Zgodnie z koncepcją prof. dr
hab. N.P. Biechtieriewoj charakteryzujemy jąkanie jako stały stan
patologiczny. "On tworzy się przy przebudowie aktywności wielu
systemów i struktur mózgu, z założenia wcześniej nie dotkniętych."
Jedną z głównych cech trwałego stanu patologicznego jest jego
skłonność samostanowienia i samopodtrzymywania. Stąd złożoność
pokonywania jąkania. Można przypuszczać, że w przypadku jąkania
stały stan patologiczny kształtuje się w rezultacie ustawicznego
hiperaktywnego połączenia struktur limbicznych do aktu werbalnej
komunikacji, to znaczy, że od tego momentu emocje wiążą się z mową.
Właśnie sami jąkający przyjmują swoją wadę głównie nie jako
niepłynność mowy, a jako stan ustawicznego niepokoju w czasie mowy
(ciężkość wypowiadania słów, ucisk w piersi itp.) możliwe, że z tej
przyczyny oni najczęściej wykorzystują w czasie kontaktów osobistych
wyższą tonację głosu. Naszym zdaniem, od momentu aktywnego włączenia
się struktur limbicznych do aktu mowy, jąkanie staje się mechanizmem
trudno odwracalnym. W czasie pracy z jąkającymi, aby lepiej mogli
zrozumieć co to jest stały stan patologiczny, proponuję, aby
wyobrazili sobie "jamkę, w której leży kulka". Kiedy oni to sobie
wyobrażą, to rozumieją, że nie wolno zakończyć pracy dopóki nie
przeniesiemy tej "kulki do innej jamki" - "jamki normalnej mowy", to
znaczy dopóki nie pojawi się normalny stały stan. Jeżeli nie
skończymy pracy nad sobą kulka wróci na swoje miejsce, tak jak
wszystko w przyrodzie dąży do stałego stanu. Ta analogia pozwala
zrozumieć, że nie można przerywać pracy nad mową. Wtedy staje się
zrozumiała myśl, że jąkanie przechodzi na zawsze, kiedy normalny
stan zostaje na stałe. Od kiedy zrozumiałam, że jąkanie to stały
stan patologiczny, zmieniło się moje podejście do metodyki terapii
jąkania, do prognozy w terapii i problemu nawrotów. Stało się
oczywiste, że nie można wyleczyć jąkania korygując tylko niektóre
oddzielne objawy.
Najważniejsze w terapii, to uformować nowy stały-stereotyp mowy w
procesie aktywnego uczenia się. Ważną zasadą metodyki jest myśl
mocnego i ostrego oderwania od jąkania. Przy tym należało znaleźć
właściwy punkt wyjścia. Takim punktem wyjścia i centralnym ogniwem w
kanałach mowy i zakłóceń mowy jest "triada" jąkania. Oderwanie się
od jąkania, tylko wtedy przebiega szybko, kiedy my działamy od razu
we wszystkich trzech kierunkach i dokładnie niszczymy całe drzewo,
nie zostawiając ani jednego korzenia, ani jednej gałązki.
Pracując z jąkającymi, ciągle zastanawiałam się nad jednym -
dlaczego jest tak dużo dobrych prac naukowych na temat jąkania, a do
tej pory nie pojawiła się metodyka, pozwalająca na zawsze
normalizować mowę jąkających.
Wyobraźmy sobie jąkanie jako obraz mozaikę. Każdy uczony szczegółowo
i dokładnie bada kilka elementów tej mozaiki nie widząc całego
obrazu, a jąkanie to złożony i skomplikowany obraz.
Żeby podkreślić całościowy charakter jąkania i skład jego elementów,
a także prześledzić przyczynowo - skutkowe związki, będzie wygodniej
przedstawić go w formie drzewa.
Najważniejsze w tym są jego trzy korzenie. Nazwijmy je "triadą
jąkania". Pierwszy korzeń to niepłynność mowy. Drugi - uczucie
niepokoju towarzyszące jąkaniu, napięcie emocjonalne związane z
aktem mowy. Trzeci korzeń - to chęć ukrycia wady, związana z
uświadomieniem sobie faktu jąkania. To zdarza się w różnym wieku,
czasami bardzo wcześnie. Wszystkie te korzenie splatają się ze sobą.
Korzenie tego drzewa rodzą pień - pień strachu przed mówieniem, pień
logofobii, który nie jest proporcjonalny do zająknięć na ustach.
Do tej pory walczyliśmy z logofobią różnymi sposobami np.
farmakologicznie, hipnozą itp. Logofobia zawsze będzie żyć, dopóki
nie usuniemy korzenia, z którego ona wyrasta. Z upływem lat
traumatyczne doświadczenie powiększa się, każdy nieudany wynik jest
zarejestrowany przez mózg, a to rodzi natarczywe myśli, które są
jedną z mocnych gałęzi drzewa jąkania. Do tego odnoszą się również
liczne wybiegi skierowane na to, aby ukryć wadę, czasami stan
hipochondrii. Jednakże należy pamiętać, że najważniejszą jest
"triada" jąkania. Ona występuje we wszystkich jego formach,
niezależnie od ciężkości.
Widoczne objawy jak: niepłynność mowy i logofobia to tylko
czubek góry lodowej, często mają mniejsze znaczenie niż pragnienie
ukrycia wady i patologicznie zmieniony stan funkcjonalny w procesie
komunikacji, z których jąkający często nie zdaje sobie sprawy.
Powtarzające się w ciągu długiego czasu mowne zacięcia, prowadzą
swoją niszczycielską pracę. Psują one tempo i rytm mowy. Zostaje
naruszona syntagmatyczna pauza. Jak zawsze przy stałym patologicznym
stanie liczne systemy organizmu pracują na tę chorobę. Główna
zasada, która jest podstawą całej metodyki - to kształtowanie nowego
stałego słownego stereotypu w procesie aktywnego wyuczenia mózgu, a
nie poprawienie tych lub innych stron jąkania.
Nadzwyczaj ważne jest to, że opracowana metoda pozwala pacjentom
mówić bez jąkania już od pierwszych dni terapii.
Sprecyzujmy , co rozumiemy pod słowem " nie zająknąć się".
Uważam, że podstawą jąkania jest wspomniana triada: chęć ukrycia
wady, niepokój związany z aktem komunikacji i niepłynność mowy.
Dlatego z mojego punktu widzenia, można powiedzieć, że człowiek nie
zacina się, jeżeli w sytuacjach znaczących emocjonalnie zdolny jest
mówić bez zacięć, nie dąży do unikania trudnych sytuacji i trudnych
wyrazów, nie ukrywa faktu leczenia się, wypowiada słowa łatwo i
odczuwa spokój w czasie mówienia.
" Nie zająknąć się" - to podstawa sukcesu w trakcie całej
terapii Uważam, że bezsensownym jest leczenie jąkania na tle
jąkania.
Fraza "ja więcej nie zająknę się" jako dewiza, jako
określenie celu, powtarza się na każdym etapie leczenia z tą tyko
różnicą, że mowa pacjentów stopniowo staje się naturalną, z
normalnym tempem, intonacją, złożonością i długością wypowiedzi.
Po to, żeby na początku wykluczyć jąkanie, zajęcia prowadzi się
przez pierwsze dziesięć dni przy znacznie ograniczonym mówieniu.
Spontaniczne mówienie w ogóle nie istnieje. Na pewien czas
zatrzymujemy stary patologiczny system mówienia, a samą pracę
korekcyjną zaczynamy nie od słów, ani zdań tylko od najmniejszej
cząstki - sylaby, dlatego, że sylaba "zarażona" jest jąkaniem.
Zrozumiałym jest, to że jeżeli pominiemy pracę nad sylabą,
ryzykujemy budowę domu dobrego mówienia z cegiełek o niskiej jakości
i nie możemy odpowiadać za "sukces" takiego budownictwa.
Kamieniem węgielnym tej metody, jest sposób leczenia oparty na
zsynchronizowaniu mowy z ruchem palców dominującej ręki, ręka
dyktuje rytmiczno - intonacyjny rysunek frazy. On usuwa samą
przyczynę powstawania jąkania - naruszenie wewnętrznej
synchronizacji mowy i spełnia rolę biologicznego metronomu. Ten
sposób jest uniwersalny. Już w pierwszych dniach leczenia pozwala
usunąć słowne zacięcia, uporządkować elementy prozodyki (rytm,
tempo, melodia) i utrwalić nawyki płynnej mowy, tak w funkcjonalnym,
jak i organicznym jąkaniu.
W pierwszym przypadku, pomimo usunięcia braku płynności mowy,
pacjentom obniża się skupienie uwagi na akcie mowy. Po drugie ten
sposób pozwala uzupełnić funkcję kontroli czasu, włączając wiele
normalnie funkcjonujących analizatorów i alternatywnych kanałów
sprzężenia zwrotnego. Wyuczona ręka jest jakby pamięcią nowego
stereotypu, a z biegiem czasu staje się automatycznym kontrolerem
mowy i nowego wewnętrznego stanu pacjenta. Kiedy nowy stereotyp
normalnej mowy jest ukształtowany, potrzeba używania ręki zanika.
Bardzo ważnym składnikiem metody jest kształtowanie nawyku
spokoju, związanego z aktem mowy. Dążymy do tego, aby cała mowa
pacjentów była nim przesiąknięta. Można powiedzieć, że jąkającym nie
jest znany stan spokoju w czasie kontaktów osobistych. Również poza
aktem mowy zajęci są oceną zaistniałej sytuacji słownej,
przeżywaniem jej i prognozowaniem kolejnej. Wtedy zawsze towarzyszy
im niepokój. Utrwalona przez emocjonalną pamięć trwoga, towarzyszący
jej proces mowy, staje się dla nich na tyle nawykiem, że w istocie
można mówić o "refleksie trwogi". Natomiast, żeby osiągnąć stałą
normalizację mowy, należy przeciwstawić "refleksowi trwogi" -
"refleks spokoju". Wypracowujemy go na zajęciach logopedycznych a
następnie w kontaktach towarzyskich. Na początku uczymy odczucia
rozluźnienia i spokoju nie w akcie mowy, a następnie wiążemy
odczucie rozluźnienia i spokoju z aktem mowy. W celu kształtowania
takiego nawyku wykorzystujemy ruch palców. Początek i koniec każdego
odcinka mowy naszych pacjentów wiąże się ze stanem rozluźnienia i
spokoju.
Wypracowując nowy, związany z ruchem ręki nawyk, w pracy nad
głosem i intonacją kładziemy większy nacisk na nierozerwalny związek
mowy i ruchu (mimiki, gestu itp.). To właśnie one warunkują
kształtowanie intonacji , w przeciwieństwie do braku ruchu, który
zakłóca intonację i funkcję komunikatywną mowy.
Już dawno doszłam do wniosku, że główne leczenie jąkania powinno
przebiegać nie w gabinecie logopedycznym, gdzie pacjenci pracują jak
na maszynie treningowej, a w środowisku naturalnym. W związku z tym
szczególną rolę w procesie terapii przypisujemy treningowi mowy w
różnych sytuacjach.
W istocie, cały kurs leczenia trwa 7 miesięcy, przedstawia
system intensywnego treningu mowy z etapem poprzedzającym
przygotowanie do każdego cyklu. W czasie treningu mowy w warunkach
naturalnych kontaktów osobistych pacjenci konsekwentnie pracują nad
sobą i doprowadzają do automatyzacji wszystko to, czego uczą się w
gabinecie logopedycznym.
Innym ważnym aspektem naszych treningów jest to, że pozwalają
one przy pomocy małych kroków ciągle osiągać nowe pozytywne wyniki,
zbliżając pacjentów do celu. Jak wynika z praktyki, to jedyny
sposób, pozwalający z nadzieją kształtować i podtrzymywać motywację.
Wcześniej zgadzałam się z naukowcami, że jąkających trudno
zmotywować. Zadawałam sobie pytanie - co zrobić, aby motywacja u
jąkającego wzrosła? W pewnym okresie trudno ich było zmusić do
pracy, a ja w tym czasie zgadzałam się z Merkelem, że jąkanie to
choroba woli, tylko wydawało mi się dziwnym, że pracowici i zdolni
ludzie, jakimi są jąkający, nie umieją pracować nad mową. Po
dostosowaniu zadań dla każdego z nich, pozytywny rezultat po
wykonaniu zadania pobudziły motywację i chęć wykonania następnego. I
na odwrót, niepowodzenia, przy zadziwiająco rozwiniętej u jąkających
się "czarnej" wyobraźni, nadszarpują wiarę w sukces doprowadzając do
utraty motywacji.
Z uwzględnieniem powyższych okoliczności został zbudowany
schemat treningów mowy na każdym etapie leczenia.
W 3 - 4 dniu leczenia pacjenci zaczynają zadawać pytania,
wykorzystując bardzo wolną sylabową mowę. Wiadomym jest, że ona
pozwala wykluczyć zacięcia praktycznie przy różnym stopniu ciężkości
wady. Co jest jeszcze bardzo ważne, ważnym jest pojawienie się
możliwości odczuwania rozluźnienia i spokoju w czasie rozmowy z
obcymi. Takiego rodzaju rozmowa sprawia znaczne psychologiczne
trudności jąkającym. Aby pacjenci zdecydowali się na tak trudny
krok, trzeba znaleźć wszelkie argumenty, które pomogłyby zrozumieć,
że to jest rzeczywiście konieczny. Dla ułatwienia tego zadania, na
własnym przykładzie logopeda pokazuje, że jest to w pełni realne.
Kiedy tylko odważą się mówić wolno na ulicy, patrząc ludziom prosto
w oczy - jąkanie już nie ma władzy nad nimi. Po kilku dniach
treningu z osobą towarzyszącą pacjent sam wychodzi na ulicę i jest w
stanie wykonać swoje zadanie.
Z jednej strony intensywne treningi pozwalają skoordynować pracę
ręki ze stanem rozluźnienia i spokoju, zaś z drugiej strony stałe
mówienie z ręką doprowadza do tego, że sam akt mowy zaczyna
asocjować z rozluźnieniem i spokojem.
W podsumowaniu - dzięki ręce nowe mówienie staje się źródłem
spokoju, w przeciwieństwie do starej mowy związanej ze strachem.
W istocie jak tylko po wstępnym przygotowaniu, ręka włącza się
do pracy, zaczyna się stanowcze odejście od jąkania. Na początku
mało zauważalne, a potem coraz szybsze.
Pierwsze pytania, co stale podkreślamy, jeżeli są bez zacięć nie
są związane ze stresem to mało "kosztują". Następne zadanie jakie
stawiamy przed pacjentami, to kontakt wzrokowy w czasie mówienia,
łagodny atak na dźwięk i rozluźnienie związane z mową.
Cała praca powinna przebiegać bardzo intensywnie.
8 - mego dnia intensywnego kursu leczenia pacjenci, mimo powolnego
mówienia, zaczynają występować publicznie w różnych klasach w
szkole. Po zakończeniu intensywnego kursu, każdy pacjent otrzymuje
list do szkoły, pracy, środowiska w którym obcuje. W liście tym
prosi się, aby pacjenci w ciągu pierwszych miesięcy rozmawiali na
każdym kroku, tylko powoli, jąkających uczniów jak najczęściej pytać
tylko krótko i niekoniecznie na ocenę. Celem jest trening mowy.
Oprócz tego prosimy o wsparcie psychiczne.
Obowiązkiem rodziców jest nawiązanie ścisłych kontaktów z
nauczycielami i od czasu do czasu uczestniczenie w lekcjach. O
każdym zauważonym błędzie należy powiadomić logopedę. Nie jest
możliwe, aby praca korekcyjna przebiegała bez ścisłego związku
rodziców ze specjalistą. Oprócz wystąpień w szkole, instytucie,
rozmów w pracy pacjenci ciągle rozszerzają krąg kontaktów osobistych
np. występują w innych szkołach, kontaktują się z innymi
instytucjami, utrwalając i sprawdzając swoje nowe nawyki mowy i
zachowania. Znaczącą rolę w leczeniu odgrywa samodzielna praca i
zrozumiałym jest, że jakość tej pracy to sukces w leczeniu.
Przemyślane zadania, ich uczciwe i dokładne wykonanie. pozwala
pacjentom już w czwartym miesiącu leczenia osiągnąć względnie płynną
mowę z ręką w normalnym tempie. Przy wewnętrznym spokoju i wierze w
sukces leczący się często przewyższają wielu ludzi normalnie
mówiących. W czasie praktyki rodzi się i utrwala wiara, że powrót do
jąkania nie jest możliwy.
Jeżeli wziąć pod uwagę trwałość jąkania, jego zdolność do
samoodnawiania się, a także uwzględnić zachowaną pamięć poprzedniego
mownego stereotypu, to staje się jasne, że pełna normalizacja mowy
jest procesem długim. Więcej, jeżeli nie doprowadzi się do końca
pracy nad normalizacją mowy, to jąkanie może powrócić. I tylko
wtedy, kiedy nowy słownoruchowy nawyk jest zautomatyzowany, pojawia
się nowy, normalny, trwały stan i wszystkie kompensacyjne możliwości
mózgu są skierowane na to, aby utrzymać ten stan. Tak jak wcześniej
mózg utrzymywał stan patologiczny. Należy zatrzymać się na
istniejącym wśród logopedów poglądzie, że "duża liczba jąkających
nie poddaje się terapii (jest oporna na terapię)zawsze możliwy jest
nawrót./ / . Wielu specjalistów wyodrębnia szczególne rodzaje
jąkania, w których "można prognozować brak efektów terapii".
Nie podzielam tego punktu widzenia. Z całą odpowiedzialnością
mogę powiedzieć, że przy wykorzystaniu danej metody w mojej praktyce
nie spotkałam jąkania, którego nie można wyleczyć. Nie twierdzę, że
wyleczyć jąkanie jest łatwo. Do tego jednak potrzebna jest olbrzymia
praca logopedy i pacjenta. Jeżeli wykona się ją rzetelnie, to we
wszystkich przypadkach sukces jest gwarantowany.
PAMIĘTNIKI
Aby pokazać, jak mogą być aktywni pacjenci w procesie leczenia
przedstawię wybrane fragmenty pamiętników dwóch osób z jednej grupy.
W. T. 34 lata
Przed leczeniem
Przy jąkaniu mocno naprężają się mięśnie twarzy i szyi. Trudno
rozpocząć mówienie, w ogóle wycisnąć z siebie jakikolwiek dźwięk.
Kłębi się tylko jedna myśl, myśl o obowiązku publicznego wystąpienia
i ona mnie przeraża. Bardzo często nie mogę wymówić swojego imienia.
I wszyscy ze zdumieniem pytają mnie: - "Co ty, zapomniałaś swoje
imię?"
FRAGMENTY Z PAMIĘTNIKA W PROCESIE LECZENIA
ˇ Pełne milczenie wcale mnie nie peszy, a na odwrót, trochę mi
się podoba. Nadzwyczajne, ja znajduję się w stanie pełnego spokoju.
W metrze próbowałam wydychać dźwięki. Dobrze, nikt nie słyszy.
Psychicznie przygotowuję się do dnia jutrzejszego. Do tej pory
wydobywałam z siebie tylko dźwięki lub oddzielne sylaby.
ˇ Głównym moim osiągnięciem w tych dniach jest to, że podchodzę
do ludzi bardziej spokojna, patrząc im w oczy i uśmiechając się.
Wcześniej to było ponad moje siły. Oprócz tego ja mogłam podejść
tylko do ludzi starszych. Teraz podchodzę do młodych chłopców i
dziewcząt, młodych małżeństw i spotykam się z życzliwym przyjęciem i
normalnym stosunkiem.
ˇ Dzisiaj przed wystąpieniem w szkole bałam się i myślałam, że
będę się jąkać. Ale wszystko przeszło pomyślnie. Takie momenty
bardzo cieszą i dodają sił. A teraz najważniejsze - więcej pracować.
ˇ Minęło mniej niż dwa tygodnie od dnia, gdy zakończył się 12
dniowy kurs leczenia. Coraz bardziej przyzwyczajam się do powolnej
mowy i czuję się spokojnie i pewnie.
Pierwszy dzień mojej pracy po kursie. Weszłam do sekretariatu i
dyrekcji. Sekretarz naukowy powiedziała mi, że taka mowa uspokaja, a
inna pracownica powiedziała, że ja jestem jedynym spokojnym
człowiekiem w naszym instytucie. W taki sposób zostałam szybko
zaakceptowana przez zespół pracowników.
ˇ Dzisiaj byłam w galerii Sziłowa z Nataszą i Sergiejem.
Natknęliśmy się na drzwi z napisem "Dyrekcja".
- My tutaj - mówię.
Postanowiliśmy wejść. Rozmawialiśmy z sekretarką. Ona oczywiście
zapytała, dlaczego my tak mówimy. Wyjaśniłam przyczynę.
- Chce pani pracować jako kto? - zapytała. - Zobaczymy - mówię - co
zaproponujecie i za jakie pieniądze. Mogę pracować przy komputerze.
Ona zaproponowała nam pójść do działu kadr, ale tylko w dniu
roboczym. Zapisaliśmy nr telefonu i wyszliśmy.
ˇ Dzisiaj weszłam do agencji transportu i kas lotniczych.
Wystrój był bardzo spokojny i przyjemny, ludzie też. Ważne było to,
że zawsze można znaleźć temat do rozmowy. Rozmawiałam. Swoją mowę
zapisywałam na dyktafonie. Słysząc ją odczuwałam, że jest normalna
na tym etapie leczenia, to znaczy troszkę za wolna. Ale kiedy
przesłuchałam taśmę, okazało się, że nie wszystko jest tak, jak
powinno być. Rozmawiałam bardzo szybko. Słuchając pozostałych
zapisów zrozumiałam, że nie jest to jedyny przypadek. Wcześniej mało
pytań , które zadawałam na ulicy, zapisywałam i jest możliwe, że nie
zauważyłam błędów.
ˇ Rano weszłam do dyrektorki szkoły. Przyszłam ze swoimi
problemami. Porozmawiałam z nią normalnie. Następnie pojechałam do
sądu rozjemczego, żeby wystąpić na posiedzeniu sądu. Przyszło mi
występować w sali sądowej po wysłuchaniu kolejnego procesu.
Stresującą była już sama sytuacja. Później wyjaśnili mi, że wiele
osób traci dar mówienia przy wejściu do sali. W sali siedziały 4
osoby. Trzech sędziów i pomocnik sędziego. Sędziowie siedzieli w
togach przy dużym stole pod herbem i flagą. Obok pomocnik sędziego
przy komputerze. Wszyscy oprócz jednej sędziny (mojej znajomej) coś
dziarsko pisali. Wstałam i zaczęłam mówić. Po krótkiej wypowiedzi
(max 5 min.) mówię:
- A teraz możecie państwo zadawać pytania.
- I tutaj wszyscy ożywili się i uważnie na mnie popatrzyli.
- Ja nie mam pytań - mówi przewodnicząca.
- Jak to, nie ma pani pytań. Trzeba o cokolwiek zapytać - trąca w
bok przewodniczącą inny sędzia. Przewodnicząca poczuła się
niezręcznie i zadała pytanie. Później pytania posypały się. Włączyli
się wszyscy. Dyskutowali z dużym zainteresowaniem około 20 minut.
Poświęcić mnie jednej tyle czasu. Sędziowie na niektóre sprawy mają
przeznaczone 15 minut. Mają również ogromny nawał pracy. Na sprawie
czułam się zupełnie spokojnie i pewnie. Sędziowie to zauważyli.
Stwierdzili, że byłoby korzystnie nauczyć każdego człowieka takiego
spokoju i w różnych sytuacjach. Czułam, że po tym wszystkim
odniosłam zwycięstwo.
ˇ Dzisiaj z Nataszą i Sergiejem poszliśmy do Akademii Malarstwa
występować przed studentami. Otoczenie było bardzo życzliwe.
Słuchali nas z uwagą i zainteresowaniem. Po raz pierwszy czułam się
tak swobodnie w czasie wystąpienia. Audytorium nie było duże i nie
małe (15 - 20 osób).
Tutaj troszkę odejdę od tematu i opowiem, co było następnego dnia po
moim wystąpieniu w sądzie. Wspominali mnie. Sprawa miała się tak.
Sędziowie, którzy tego dna sądzili, mieli różne poglądy na temat
sprawy i posprzeczali się. Po kolejnym boju słownym, mężczyzna
popatrzył na nieopanowana kobietę i mówi: - Słuchaj, ciebie trzeba
wysłać na takie kursy, na jakie chodziła ta młoda kobieta, która
była tutaj wczoraj. Rączkę na biodro trzeba położyć, paluszkami
poruszać i od razu będziesz spokojniejsza.
- Oto jak ludziom zapadło w pamięć moje wystąpienie.
ˇ W pracy uszczęśliwili mnie wiadomością o nadchodzącej
atestacji (ocenie). Na początku chcieli mi ułatwić ten proces i
powiedzieli, żebym tylko pokazywała rysunki z wynikami i praktycznie
nic nie mówiła. Ale ja na taki "wykład", oczywiście, nie zgodziłam
się. Jeżeli już występować, to na pełnych prawach. Tym bardziej, że
jest to wspaniały trening. A że atestacja przejdzie pomyślnie,
jestem o tym absolutnie przekonana. Jeżeli wszystko się uda, to
będzie prawdziwe zwycięstwo.
ˇ Dzisiaj występowałam na laboratoryjnym seminarium z powodu
atestacji (oceny do awansu). Szczególnego stanu stresu przy tym nie
odczuwałam, ponieważ wszyscy mnie znali. W związku z ograniczonym
czasem mówiłam bardzo krótko.
ˇ Zaczęłam rozumieć, że rozmowy ze współpracownikami
laboratorium nie są już treningiem. Wymyśliłam sobie bardzo ważną
sprawę związaną z otrzymaniem dyplomu kandydata nauk i poszłam do
sekretarza naukowego. Od słowa do słowa przeszłyśmy do rozmowy na
temat leczenia. I ja wygłosiłam prawie 20 minutowy prawdziwy wykład.
Mówiłam w tym przypadku nie o metodyce leczenia, a o tym, co należy
robić w procesie leczenia, tj. o "wyczynach bohaterskich" . w tym
czasie podszedł do nas jej syn, też pracownik naszego instytutu.
Śmiali się oni serdecznie. A ja błysnęłam takim frazesem, że po
leczeniu mogę iść do telewizji i wystąpić, wcale to dla mnie nie
jest takie straszne. - Jaką ty posiadasz pewność siebie - zauważyli
oni. O pewności ja im nie mówiłam ani słowa, a jak dokładnie
wychwycili to, co dla mnie najważniejsze.
ˇ Dzisiejszy dzień zapisał się wspaniałym wystąpieniem w szkole
przed nauczycielami zajmującymi się wadami mowy. Uczestniczyło w nim
20 - 25 osób. Występować było mi bardzo łatwo. Opowiadałam o
metodyce leczenia. Czułam się wyjątkowo spokojnie. Wszyscy słuchali
z wielkim zainteresowaniem. W rezultacie moje wystąpienie trwało 40
minut. Po wystąpieniu niektórzy zaczęli bić brawo. Nauczyciele byli
zadziwieni moim spokojem i wiarą w siebie. A w kwestionariuszu w
punkcie "pewność siebie w czasie mówienia" - napisali - jesteśmy
zachwyceni. Natomiast jedna z nauczycielek powiedziała " pani po
prostu urodziła się na nowo". Ja im tych słów nie mówiłam, a oni
sami zrozumieli to bardzo dokładnie.
ˇ Dwa dni męczyłam się w poszukiwaniu stresu. Do przechodniów
podchodzić- to nie jest straszne, w sklepach o coś pytać też nie.
Szkoła ta też nie powoduje stresu. Przynajmniej ta, w której
występowaliśmy już kilka razy. Do innych szkół przed wyborami nas
nie wpuszczają. Nudne jest takie życie. Wczoraj wieczorem
rozmawiałam przez telefon z Natalią K. Dowiedziałam się, że ona
miała wystąpienie w szkole. Ta wiadomość troszkę mnie ścięła z nóg:
a ja co, gorsza jestem czy co? Muszę i ja pójść do szkoły. W ogóle
zauważyłam, że wzajemne zwycięstwa dają bodziec do działania. Nawet
nie wiem dlaczego. Być może dlatego, że nie chce się zostawać w
tyle. Dlaczego po rozmowie z Natalią od razu zaczęłam dzwonić do
nauczycieli i umawiać się na przeprowadzenie lekcji. Prowadziłam
lekcję biologii w 6-7 klasie. Połączyli je razem, żeby było więcej
ludzi. I jak powiedziała nauczycielka, powtórzenie przerobionego
materiału jest zawsze z korzyścią dla uczniów. Po lekcji weszłam do
dyrektora i umówiłam się z nim, że my możemy prowadzić zajęcia
pozalekcyjne.
Pamiętnik podsumowujący 3,5 miesiąca leczenia.
Po pierwsze, co trzeba odnotować to spokój. Wcześniej (przed
leczeniem), każde wystąpienie przeżywałam już kilka dni wcześniej i
to tylko z powodu mowy. Już nie mówiąc o tym co działo się dzień
przed. Wcześniej, w czasie wykładu, usiłowałam znaleźć jakikolwiek
obiekt (np. cokolwiek na ścianie) żeby patrzeć na niego, a nie na
słuchaczy, teraz jakby ręką odjął. Przed wystąpieniem całkowicie
spokojna, w czasie wystąpienia patrzę słuchaczom prosto w oczy. Przy
czym przychodzi mi to teraz z łatwością, chociaż na początku
zmuszałam się.
Zmiany jakie zaszły we mnie, zauważają i inni ludzie. Szef mówi, że
stałam się o wiele spokojniejsza i również zmieniłam się na twarzy.
Wcześniej współpracownicy nie rozumieli mnie i pytali, czy warto
było iść na takie męki, teraz mówią: - jesteś zuch, że podjęłaś się
tego.- Niedawno sekretarz naukowy, którą zanudzałam dyskusjami,
(wtedy mówiłam bardzo wolno),powiedziała mi że już mówię zupełnie
dobrze i bardzo cieszy się z tego powodu.
Teraz realnie odczuwam "pomoc" ręki. Kiedy tylko rękę na biodro (czy
na udo) położysz, to od razu rozluźniasz się, mówisz bardzo łatwo.
Strachy ustępują, Czujesz że jest jakiś przewodnik, na którego
możesz liczyć.
W głowie mniej wszelkich "śmieci" pozostaje. W końcu mogę myśleć
o sensie tego, co mówię, a nie o tym, jak mówię i co o mnie pomyślą.
Absolutnie otwarcie mogę mówić o problemie jąkania się. A jeszcze
dwa tygodnie przed rozpoczęciem leczenia nie umiałam szefowi
powiedzieć, że będę się leczyć. Również o składaniu wymówienia z
pracy myślałam tak: żeby tylko ludzie tego wszystkiego nie widzieli.
Bardzo krępowałam się, byłam zakłopotana. Teraz po takim
samopoczuciu nie pozostało ani śladu.
I. K. 28 lat
Zapis przed leczeniem.
Co znaczy dla mnie moje jąkanie się?
To jest to, co paraliżuje moją wolę, wiele pragnień, dążeń i radość
życia. To jest to, z czym muszę żyć, dokładniej - istnieć, i cały
czas mam nadzieję, że zdarzy się cud, bo niczego innego nie mogę
zaproponować. Nie mogę mówić o tym co myślę, co czuję. Najważniejsze
jest to, kiedy chcę to zrobić. Mowa urywa się i plącze się język.
Ciągle prześladuje mnie uczucie, że nikt mnie nie rozumie i nie
jestem w stanie wyraźnie coś powiedzieć. Bardzo chciałoby się mieć
mowę ubarwioną emocjonalnie, ale to za wysokie progi dla mnie.
Bardzo chcę mówić wtedy, kiedy mam potrzebę mówienia, a nie wtedy
kiedy moje jąkanie pozwoli mi to zrobić. Również banalne "tak"
(przez telefon) sprawia mi kłopot. Zaczynam wtedy obmyślać, jak to
powiedzieć i przepowiadam "tak" już od pierwszego dzwonka telefonu.
Przeważnie myślę nie o tym, co powiedzieć, a o tym, jak z siebie
wykrztusić konieczną informację. Moje jąkanie zawsze biegnie przede
mną, dokładniej, myśli o nim. To jest cząstka mnie, mój kompleks.
Staram się nie podchodzić do lady, jeśli jest kolejka. W autobusie
siadam obok kierowcy, żeby nie krzyczeć przez całą długość samochodu
nazwy przystanku. Jeżeli muszę kupić coś w aptece, zawsze mam
przygotowany spis potrzebnych mi lekarstw. Ciągle się asekuruję.
Czasami chce mi się wcisnąć w kąt i nigdy więcej nie rozmawiać.
FRAGMENTY Z PAMIĘTNIKA W PROCESIE LECZENIA
ˇ Po drodze do domu spróbowałam popracować. Lekko napinałam się
i rozluźniałam. Wydychałam dźwięki w metrze, w przejściu podziemnym
lekko i mocno. Szum i nikt nie słyszy. Starałam się kontrolować
swoje spojrzenie. Mam nadzieję, że udaje się. W każde ćwiczenie
wkładam całą swoją duszę i staję się lepsza.
ˇ Po zajęciach, razem z dziećmi poszłam zadawać pytania na
ulicy. Przy zwracaniu się do przechodniów nie miałam problemów.
Dojechawszy do metra, weszliśmy do na rynek i troszkę
porozmawialiśmy przy stoisku mięsnym. W procesie zwracania się
czułam się bardzo spokojnie i komfortowo, chociaż przyznam się, że
doznania te, być może, są obecne dlatego, że nie jestem sama. W
ostateczności dzieci pomogą mi , poprawią, wskażą na niedociągnięcia
mowy.
ˇ Po drodze do domu próbowałam rozluźnić się. Udało się, mało
nie zasnęłam. Wychodząc na ulicę, kupiłam "Komsomołkę" (gazetę).
Wcześniej bardzo bałam się dźwięku "K". Z powodu pewności siebie
wyrosły mi skrzydła. Teraz zaczynam rozumieć, że swoboda działania
to słodkie słowo. Boję się rzucić urok, ale strach mówienia powoli
ustępuje. Jest mi lekko. Pewnie podchodzę i pytam, myśli o powrocie
zacięć nie mam!!!!! Myślę tylko o tym, jak wolniutko wymówić swoje
pytanie. Realnie wprowadziłam swoje marzenie. Weszłam do autobusu u
zapytałam kierowcę: czy dojadę do ......... On nie dosłyszał i
zapytał powtórnie. Nie zacięłam się i spokojnie mu odpowiedziałam.
Zadziwiające, przecież całkiem niedawno zaokrągliłyby mi się oczy,
pięć razy bym chrząknęła z powodu nieoczekiwanej sytuacji i
wydusiłabym z siebie cokolwiek. Wcześniej, podjeżdżając pod dom,
przed wyjściem z autobusu zaczynałam kręcić się i oglądać, nerwowo
chrząkać. Przyzwyczajenie . Czy wiecie co to znaczy? A teraz po
prostu odwróciłam głowę i poprosiłam o zatrzymanie samochodu. Cieszy
to, że w tej powolnej mowie pojawia się pewność siebie. W niej nie
ma miejsca na zacinanie się. Powoli ale zaczyna odchodzić niepokój i
uczucie ciężkości w piersi. Bardzo zmęczyłam się życiem w
nieustannej panice i nerwowości z wrażeniem, że za chwilę coś się
wydarzy. Spokój tylko mi się śnił. A teraz zaczynam się nim upajać.
Powoli i po odrobince uczę się rozkoszować światem. Po prostu
cieszyć się normalnym życiem, bez żadnych błędów w mówieniu, bez
zastrzeżeń. Daj Bóg ......
ˇ Po wyjściu ze szkoły postanowiłam coś przekąsić. Kupiłam
"szaurmu" (pieróg z mięsem). Problemów nie było. Również wtedy kiedy
sprzedawczyni powtórzyła pytanie. Rzeczywiście, już w głowie
utrwaliła się myśl, że palec ciągnie za sobą sylabę. Obecność ludzi
nie peszy. Kupiwszy pieróg z mięsem, weszłam do sąsiedniego sklepu
kupić wodę. Sprzedawczyni, usłyszawszy mnie, ze zdziwieniem mrugała
oczami, starając się na mnie nie patrzeć, ale w końcu, wydając
resztę bardzo miło się ze mną pożegnała. Mam takie wrażenie, że
ludziom się wydaje, że my wkładamy niezmierny wysiłek do
wypowiedzenia swoich zwrotów. Gdyby oni wiedzieli, ile energii i
czasu było potrzebne jeszcze tydzień temu. I nie daj Boże, żeby ktoś
czegoś nie usłyszał. W tym momencie zaczyna się walka z wiatrakami.
Tak w tej rozmowie ze sprzedawczynią nie można było nawiązać
rozmowy. W takim przypadku potrzebne jest wstępne przygotowanie. A
teraz powoli za to pewnie, a najważniejsze spokojnie mówisz i nie
czekasz, że nagle pojawi się spazm, który pociągnie za sobą następne
zacięcia. Na odwrót , czekasz ruchu palca i pojawi się dźwięk.
Wspaniale. Jedyny problem tj. niepoprawne stawianie akcentu.
Poprawimy się.
ˇ Pomału przyzwyczajam się do ręki. Wczoraj wieczorem z
Siergiejem zadawaliśmy dużo pytań. Na targu mierzyliśmy różne
ubrania, kupowaliśmy drobiazgi, pytaliśmy o drogę. Jeżeli mówiliśmy
źle, to powtarzaliśmy pytanie, wyjaśniając że my leczymy jąkanie się
i to musimy robić. W metrze patrzyły na nas tłumy ludzi, kiedy
jednej kobiecie zadawaliśmy pytania. A kiedy prosiłam o możliwość
powtórzenia pytania, w tym momencie ona nie zrozumiała, o co chodzi,
dziwiąc się, że my nie zrozumieliśmy jej odpowiedzi. Wtedy
wytłumaczyliśmy, że leczymy jąkanie się. Zadziwiające, że kiedy o
tym się dowiedziała, serdecznie nas wysłuchała. W każdym przypadku
nikt nie odsuwał się od nas. Było nam wtedy bardzo miło. Zauważyłam
również jak magiczną siłę ma uśmiech w oczach. W jakim tempie bym
nie mówiła, uśmiechając się, każdy uśmiechał się w odpowiedzi. To
bardzo cieszy. Po takim traktowaniu chce się podchodzić do ludzi i
rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać...............
PODSUMOWANIE PO 3,5 MIESIĄCACH LECZENIA
Wczoraj w pracy obchodziliśmy Nowy Rok i oczywiście ne zabrakło
toastów. Zazwyczaj toasty wygłaszają jedne i te same osoby. Przy tym
chętnych do wystąpienia jest mało i kierownik naszego działu zaczyna
wybierać "ofiarę" , która musi koniecznie coś powiedzieć. Tym razem
pierwszą "ofiarą" zostałam ja. Wcześniej nic takiego nie zdarzało
się, ponieważ moi koledzy, znając mój problem, nie ruszali mnie. Ja
nie będę udawać, mówiąc, że się nie denerwowałam. Tak, rzeczywiście
miałam tremę. Jednak rozumiałam, że ludzie chcą wiedzieć, co
zdarzyło się w ciągu 3,5 miesiąca. Mówiłam, a wszyscy mnie słuchali!
Pierwszy raz wznosiłam toast w pełnej ciszy. Słuchało mnie 20 osób.
Nie był to toast mówiony w kuchni do mojej koleżanki lub męża i nie
były to ćwiczenia grupowe, a toast wygłaszany publicznie. Mówiłam
sama i myślałam - jaka to wspaniała rzecz mówić - i teraz lubię to
robić.
Podoba mi się dyskutować i rozbierać na czynniki pierwsze rożne
problemy, być w centrum uwagi nie myśląc, kiedy się to skończy.
Wspaniale jest, kiedy cię wszyscy słuchają. Dlaczego ludzie nie
mający problemów z jąkaniem się wstydzą się wypowiadać, występować,
przecież to takie cudowne.
Ktoś może powiedzieć: "Co to takiego wielkiego powiedzieć toast".
Możliwe, że ma rację, ale tylko częściowo. Kiedy człowiek jest
czegoś pozbawiony, niech to będzie jakiś drobiazg i nagle ten
drobiazg udaje się odzyskać, to czujesz się - super!
Wszystkim bardzo spodobały się moje życzenia, wypili, przekąsili jak
się należy i zaczął się ogólny zachwyt. Wszyscy jednogłośnie
stwierdzili, że jestem wyleczona a ja, nawet sobie nie przypominam,
ile razy splunęłam przez lewe ramię mówiąc wszystkim ile jeszcze
pracy przede mną. Tylko nie zapeszcie. W sumie moi koledzy zaczęli
mnie przekonywać, że już wszystko jest zrobione ponieważ już się ni
jąkam. Przytoczyłam im niektóre przykłady swoich ćwiczeń mowy. Wtedy
noworoczne święto zamieniło się w świetną zabawę. I tak, prawdę
mówiąc, nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że moi koledzy będą się
tak cieszyć. No cóż, wszystko jest w porządku. Ja jednak rozumiem,
że przede mną jeszcze orka i orka. Na tym spotkaniu najbardziej
spodobał mi się toast moich współpracowników, który był skierowany
do wesołych opowiadań o mojej praktyce. Toast ten był bardzo krotki:
ZA POKONANIE! ( za zwycięstwo)
I to tak dużo oznacza dla mnie.
W każdym razie, gdybym uwierzyła w realność tego wszystkiego na
samym początku, nie miałabym tylu przeżyć, tylu kompleksów z powodu
powolnego mówienia. Tak naprawdę, wszystko, co robiliśmy, wzbudza
szacunek i uznanie otoczenia. To nasze "śpiewanie" tylko podwyższa
nasz statut człowieka. Same plusy. Pozbywając się jąkania, robisz
się silniejszy i pewniejszy we wszystkim i wszędzie. Przecież
otaczający nas ludzie nie są głupcami i dużo szybciej zauważają to,
co nie jest dostępne każdemu, a to co robimy, nie każdy może zrobić.
W naszym przypadku cel uświęca środki. Bardzo się chce zwyciężyć.
|